2.28.2015

Obiecanki cacanki... plus "Będzie pocieszenie?"

[cenzura] miałam zrobić tyle w ferie! Co zrobiłam przez ten czas? Nic!
Obżerałam się czekoladą, spałam do dziesiątej, chodziłam spać po drugiej, trzeciej, grając w Wilka... tym samym nie mam nic. 
Tak mi głupio, że szkoda gadać. Fabuła WAU zatopiła mnie po raz nie powiem który i grałam w niego przez całe dwa tygodnie, a od tej głupiej czekolady i żelowych misi urosła mi co-nieco dolna partia ciała.
Obiecywałam - w obietnicach jestem świetna. W ich dotrzymywaniu raczej nie.
Ten post z przeprosinami zakończy krótkie drabbles, przez które ryczałam jak bóbr.
*Nie zdziwcie się, jeżeli przez kilka miesięcy będę nawijać o Śnieżce, Czerwonym Kapturku, albo czymś podobnym... gra ponownie ostro zniszczyła mi psychikę oraz dawne zboczenia i inne takie sprzed roku wróciły.*


Im Nyssa była starsza, tym bardziej lubiła nucić po starogrecku.
Śpiewać o słodkiej melodii, zwiastunie pocieszenia.
Odpoczynku, który nie nadchodził.
Nigdy nie była pewna, czy to z powodu samotności.
Ona nigdy nie zapomni go.
,,WILLIAM SOLACE
Spoczywaj w pokoju."

Zero spojlerów z KO. Po prostu parring/friendship, którzy skrycie uwielbiam. Will i Nyssa różnią się... i to mi się podoba w tej relacji, nawet jeśli na być zmyślona. Jednak dalej wydaje mi się, że coś jest na rzeczy z nimi... może myślę tak dlatego, że nadal nie toleruję Solangelo.

2.14.2015

Coś 2/?

Piper wystraszyła się okropnie, kiedy samochód zatrzymał się nagle niedaleko stacji paliw. Zdenerwowała się całkiem niepotrzebnie, ale kiedy zobaczyła, że bak jest pusty, westchnęła z ulgą. Byłoby naprawdę źle, gdyby coś się zepsuło.
Nie sądziła, że może być gorzej. Owszem, ponownie zaczęło padać, a obok samochodu stanął funkcjonariusz policji.
 - Prawo jazdy, proszę - powiedział znudzony mężczyzna przy kości, wyciągając rękę po jej dokument, którego nie miała.
 - Emm... przepraszam, chyba je gdzieś zapodziałam... - mruknęła, udając, że czegoś szuka w skrytce przy siedzeniu pasażera. Zupełnie niespodziewanie, z fotela spadł portfel faceta, od którego pożyczyła auto. Otworzył się, ukazując czyjeś prawo jazdy.
 To się wkopałam. 
Tłumaczyła mężczyźnie w niebieskim, że to jakiś przypadek i tylko pożyczyła ten samochód, więc ten jej wierzył przez jakiś czas. Tylko, że po chwili podszedł do niego kolejny, ale ten tylko machał na to ręką, bo jak się później okazało, w pewnym momencie zdradziła swój wiek.

 Policjant poklepał maskę samochodu i kazał wysiąść Piper z pojazdu oraz mówić prawdę i tylko prawdę. Nie miała zamiaru się wykłócać, więc podała swoje dane osobowe.
 - Piper McLean, piętnaście lat... - zamruczała sennie. Jej irytacja, mieszana ze wstydem sięgała zenitu. Dlaczego nikt nie wierzył jej, że to jakaś pomyłka? Fakt, nie miała prawka, ale na Boga, nic nigdy nie ukradła!
Kazali jej podać numer kontaktowy do ojca, albo do swojej "opiekunki". Dobrze wiedziała, że tata pracował ciężko nad kolejnym filmem, więc nie miał czasu zająć się tą sprawą.
Ze zgrozą powiedziała funkcjonariuszem numer telefonu Jane. Później musieli czekać tylko, aż się zjawi i odbierze mandat Piper.

Kobieta zjawiła się bardzo szybko. Zaparkowała na stacji swoim fordem i poszła zobaczyć się ze swoją podopieczną.
Piper zmrużyła oczy, zastanawiając się, czy się nie przewidziała. Jane ubierała się zazwyczaj skromnie - czarna prasowana spódnica oraz biała koszula z kołnierzykiem. Jednak tego dnia odważyła się założyć różową miniówę i tunikę na ramiączkach. Na dodatek wymalowała się, jakby miała iść na jakąś imprezę. Na litość boską, lał deszcz, a ona flirtowała z tym facetem!
Dziewczyna nie wiedziała, czy śmiać się, czy wstydzić. W końcu podała Jane, nie miała ochoty wszystkiego tłumaczyć obcym ludziom, jako swoją matkę. W gruncie rzeczy, Piper nie powinna mieć nic przeciwko temu. Bądź co bądź, asystentka jej ojca była, podobno, panną i nic dziwnego nie było w tym, że czasem mogła sobie pozwolić na coś takiego. Ona nie miała także pojęcia, że miała wczuć się w rolę dobrej mamy. Niestety, sam widok Jane podrywającej jakiegoś mężczyzny, nastolatce robiło się niedobrze.
 - Hmm... Piper? Możemy porozmawiać? - kobieta rzuciła dziewczynie wymowne spojrzenie. Piper poczuła coraz bardziej narastającą gulę w gardle i ciężko jej było mówić.
    Jane odciągnęła ją na bok, poza wzrok policjantów. Chwyciła ją za rękaw bluzy i boleśnie wbiła paznokcie w ramię.
 - Jak ty, na bogów, wyglądasz? - syknęła jej do ucha. Piętnastoletnia dziewczyna nie miała odwagi odpowiedzieć przez chwilę. Zdawała sobie idealnie sprawę, że wyglądała jak dziecko ulicy. Właśnie, dziecko ulicy. Była brudna, poszarpana i chyba jej koszulka przeszła już zapachem spalonego oleju z McDonalda. - Wiesz, że nie mam wyboru? Tak?
Przez kręgosłup Piper przeszedł dreszcz.
Ona nie mogła tego zrobić. Po prostu nie. Wiedziała, że gdyby tata się dowiedział, że znowu coś zmalowała, na pewno miałaby problemy. Nie chodziło jej o żaden szlaban, tylko o sprawę z wyższej półki. Już wcześniej Jane sugerowała mu, żeby wysłali ją do internatu, gdzie nie mogłaby zrobić nic złego.
 - Proszę... nie - jęknęła przerażona dziewczyna, zakrywając twarz dłońmi. Jej "przyszywana" opiekunka nie dawała się jednak uprosić. Wyciągnęła z torebki komórkę i wybrała numer ojca Piper. Włączyła na głośno mówiący.
Na początku włączyła się automatyczna sekretarka. Jane zaklęła siarczyście pod nosem i ponowiła połączenie. Po jakimś czasie odezwał się roztargniony głos Tristana.
Piper nabrała powietrza do policzków i przez kilka sekund wyglądała jak chomik.
 Jane, o co chodzi? - zapytał szybko.
 - Twoja córka znów coś zmalowała - podpowiedziała kobieta, siląc się na spokojny ton. Jednak w rzeczywistości była niesamowicie zdenerwowana zachowaniem swojej podopiecznej. Zajmowanie się córeczką swojego szefa nie należało do jej obowiązków, jednak z czasem stało się nim.
Mężczyzna westchnął głośno.
 Dobra, Jane, porozmawiamy później.
Piper wypuściła powietrze z policzków, czując narastającą ulgę. Jane obrzuciła ją dziwnym spojrzeniem.
 - Powiedział "porozmawiamy później" - przypomniała jej, grożąc palcem jak małemu dziecku. Dziewczyna spuściła instynktownie wzrok, próbując ukryć obojętność, jaką darzyła zdanie Jane na temat jej zachowania.
Tak naprawdę była szczęśliwa. Porozmawia z tatą wieczorem, w końcu będzie mogła z nim posiedzieć...
Kobieta sprowadziła Piper do świata rzeczywistego. Była złodziejem, jakkolwiek starałaby się to nazwać. Ojciec nie przytuli jej i nie powie, że nic się nie stało.
Jane wróciła do funkcjonariuszy, żeby odebrać mandat. Uśmiechnęła się, jak gdyby nigdy nic.
 - Następnym razem - oznajmił jeden z mężczyzn - proszę bardziej uważać na swoją córkę.
Kobieta obrzuciła nastolatkę takim spojrzeniem, że ta najchętniej wykopałaby sobie w tamtej chwili grób i
położyłaby się tam nadzwyczaj chętnie.
 - Tak, dziękuję bardzo - powiedziała niechętnie. - Mam nadzieję, że samochód wróci do właściciela.

Jane wzięła Piper pod ramię i zaprowadziła do stacji paliw, gdzie dodatkowo zatankowała, a potem odjechała z dziewczyną w stronę domu, po drodze nie odzywając się ani słowem.
Dopiero, kiedy były już w domu, powiedziała z uśmiechem do Piper:
 - To sobie dziś porozmawiamy.
Dziewczyna zacisnęła zaschnięte wargi, chowając twarz w rękawie bluzy. Nie miała ochoty płakać i tłumaczyła sobie swoje zachowanie tym, że pewnie coś wpadło jej do oka.
Kropla wody spłynęła jej po karku. Piper przeszedł dziwny dreszcz. Wiedziała już co się święci i to, że będzie musiał kłamać ojcu w żywe oczy.

o---o---o---o---o---o---o---o---o---o
Okej, powtarzam, że nie wiem, czemu to się nazywa "coś". Tak jakoś wyszło. 
Proszę Wam, dajcie mi jakieś propozycje dla tej historii. Oprócz Jasona - Jasper będzie tutaj jak patrzy!
Dajcie mi odrobinę weny, bo się strasznie, ale to strasznie przyda. 
Och, mam nareszcie ferie! Co to znaczy? Sądzę, że w tym czasie skończę pisać Coś. Zobaczymy, ile wyjdzie części tej historii. Nie nastawiajcie się na jakieś długie fragmenty, gdyż będą miały przeważnie 800-900 słów, czyli tyle, ile jestem w stanie napisać w ciągu dnia. Ta opowieść nie będzie się przecież ciągnąć w nieskończoność, ale zamierzam fabułę zakończyć w dniu pojawienia się prawdziwego Jasona.

2.09.2015

Coś, nie wiem co, ale coś. 1/?

Cholera, jestem dzieckiem ulicy.
Od dłuższego czasu nie widziała ojca. Czuła się samotna, smutna i... dopadła ją jej szara rzeczywistość.
Znowu była głodna i brudna, siedząc pod jakąś knajpą. Daleko od domu.
Piper McLean długo ociągała się, zanim wstała z ziemi. W końcu głód wziął panowanie nad jej podświadomością. Wstała powoli i natychmiast zgięła się w pół. Nie sądziła, że po nocy na ulicy jej żołądek będzie tak głodny, że zacznie wymiotować śliną.
Nie sądziła, że może być jeszcze gorzej. Nagle z ciemnych chmur na niebie zaczęły spadać krople wody. Zaczęła się burza.
Teraz Pipes naprawdę musiała pójść do tego obskurnego miejsca na drugim końcu ulicy, żeby przeżyć kolejny dzień.
Zarzuciła brudny kaptur na głowę i zrobiła kilka pijanych kroków w stronę budynku. Już będąc na schodach czuła zapach spalonych frytek, które nawet w takim stanie dla dziewczyny wydawały się niebem w gębie.
W środku pub wyglądał jeszcze bardziej obskurnie, niż na zewnątrz. Wiele małych stoliczków zajmowało prawie całą powierzchnię klubu, rozlany sos tacos na jednym oknie oraz brudna podłoga odpychały większość ludzi, którzy tam wchodzili.
W kącie, przy kawie siedziały dwie kobiety w podeszłym wieku i kiedy tylko Piper znalazła się w drzwiach zaczęły między sobą szeptać coś o "nastoletnich narkomanach". Dziewczyna udała, że nie usłyszała tego i natychmiast wzięła się za doprowadzanie się do porządku. W ten sposób chciała okazać, że jest normalna. Nawet przeczesała włosy dłonią.
Młoda dziewczyna, może kilka lat starsza od Pipes, stała za barem i żuła gumę balonową stukając w blat.
 - Co chcesz? - zapytała, mierząc młodszą dziewczynę wzrokiem.
 - Cokolwiek - powiedziała sennie Piper, oglądając skąpe menu.
 - Zdecyduj się, dziewczyno - syknęła niebieskowłosa, przewracając oczami i patrząc na swoje paznokcie. Piper westchnęła i sięgnęła do kieszeni. Wyciągnęła kilka monet.
 - Poproszę frytki - zdecydowała. - Wystarczy?
Nie była pewna, czy miała wystarczająco dużo pieniędzy na jedzenie. Niebieskowłosa otworzyła usta, żeby zaprzeczyć, kiedy obok Piper pojawił się chłopak w ciemnych okularach.
 - Za zapłacę - zaoferował, klaszcząc w dłonie. Zamrugał do dziewczyny za ladą, która posłała mu dziwne spojrzenie.
 - Okej - powiedziała po chwili zaskoczenia. - Chcesz duże czy małe?
Młoda McLean nie miała pojęcia, co odpowiedzieć. W końcu, to, czy tego dnia będzie cokolwiek jeść zależało od tego faceta obok niej.
 - Duże, jeśli to nie kłopotliwe...
 - Oczywiście, że nie - zaśmiał się chłopak, ściągając okulary z nosa. Jego twarz wyglądał niemal chłopięco.
Głodna dziewczyna znowu nie miała pojęcia, dlaczego wszyscy chcą jej dogodzić. Dobra, nie do końca wszyscy. Zazwyczaj tylko chłopcy, chociaż zdarzało się, że dziewczęta także do niej lgnęły.
Usiadła w najbardziej odludnym miejscu w pubie. Niestety, przystojniak z baru nie chciał jej zostawić i poszedł za nią.
 - Cześć - powiedział w końcu patrząc jak je zamówione przed chwilą jedzenie.
Piper podniosła głowę i oblizała opuszki palców zanim odpowiedziała.
 - Cześć - powiedziała niepewnie. - Dzięki.
Chłopak skinął głową z zadowoleniem. Położył swoje okulary przeciwsłoneczne na stole.
 - Nie ma za co - uśmiechnął się - lubię pomagać ślicznym dziewczętom.
Piper poczuła, że się rumieni. Natychmiast przywołała się do porządku.
 - Em... dzięki - powiedziała, zwieszając głowę.
 - Hej, dlaczego ta ślicznotka jest smutna? - zapytał, chwytając ją za podbródek i zmuszając, by na niego spojrzała.
 - Po prostu... - odpowiedziała z udawanym rozczarowaniem. - Tęsknię za rodziną, dom jest daleko i...
Nie musiała mówić więcej. Mężczyzna puścił jej podbródek. Uśmiechnął się do dziewczyny.
 - Pożyczę ci swój samochód - sięgnął do swojej kieszeni i wyciągnął z niej parę kluczy. Rzucił je na stolik. Piper aż zaniemówiła.
 - Wcale nie musisz tego robić - powiedziała.
Chłopak uśmiechnął się jeszcze szerzej.
 - Powiedziałem, że lubię pomagać ładnym dziewczętom - odparł, kiwając głową, żeby zachęcić ją, żeby przyjęła jego pomoc. Dziewczyna skończyła jeść jeszcze tylko swoje frytki i zanim wyszła z klubu, spojrzała po raz ostatni na chłopaka, który jej w pewien sposób pomógł.
Przeraziła się widząc, że był wpatrzony w nią jak w obrazek i wydawało się, że chciałby spełnić każde jej życzenie. Pewnie był nawet skłonny skoczyć dla niej w ogień.
Widząc to, Piper tylko przyśpieszyła tempo i opuściła pub szybkim krokiem. Tuż przed budynkiem klubu stał samochód, może BMW, ale dziewczyna nie znała się na markach aut. Ten wyglądał świetnie, kusząco oraz trochę zbyt wyzywająco. Ludzie, którzy mogliby ją zobaczyć za kółkiem mogliby pomyśleć, że ukradła ten samochód.
Przez kręgosłup ciemnowłosej dziewczyny przeszedł dreszcz, jak gdyby setka maleńkich mrówek przeszła się po plecach.
Przecież ona ukradła ten samochód. Nikt dobrowolnie nie pożyczyłby jej czegoś takiego. Zauważyła coś dziwnego. Odkryła jedne puzzel układanki.
Nadal nie miała jak wrócić do domu, więc nie zamierzała rezygnować z taniego środka transportu.
Niestety, kiedy tylko wsiadła do środku i przekręciła kluczyk w magazynku, ktoś wybiegł z pubu. Zaczął wrzeszczeć na całe gardło jedno słowo, a między czasie, żeby popatrzeć zebrali się także pozostali klubowicze.
 - Złodziej! Złodziej!
Piper nie obróciła się, żeby zobaczyć, kto tak krzyczy. Nacisnęła na pedał gazu i samochód ruszył.
Zostawiła za sobą problemy i konsekwencje jej działań, które na pewno poniesie w najbliższym czasie.
o---o---o---o---o---o---o---o---o---o
Okej, nie mam pojęcia, co to jest. Po prostu czekam na komentarze. I propozycje, co mogę zrobić z Piper w "Coś". Prawdopodobnie coś złego, ale czekam na pomysły. Wcielę w opowiadanie te najciekawsze :-)

2.07.2015

Teraz Afrodyta ma głos

Dziwne krótkie coś, co powstało, na potrzeby zadania domowego. Osoba, która zgadnie, na podstawie jakiej opowieści to jest, wygra internety. Serio, to jest głupie coś i ja to wiem. :C
______________________________

Byłam zdruzgotana, że Hera i Atena uważały się za godne tytułu ,,Najpiękniejszej". Też to wymyśliły.
Kiedy powiedziałam, że plotą bzdury, Atena zasugerowała, żebyśmy spytały jakiegoś boga, który żadnej nie jest przychylny.
Oczywiście, że Hefajstos wybrał mnie. Prawie czułam smak zwycięstwa, kiedy wredna żmija, która to wymyśliła, powiedziała, że jego głos się nie liczy, bo to mój mąż.
    Hera wykorzystała stosownie chwilę naszej nieuwagi i przywłaszczyła sobie złote jabłko. Ani ja, ani Atena nie mogłyśmy na to pozwolić, więc obsypałyśmy królową Olimpu gradem słów, ale kiedy odzyskałyśmy owoc i między nami nawiązała się bójka, z której to Atena wyszła zwycięsko. Czułam się upokorzona, ale zacisnęłam usta i udawałam, że nic się nie stało.
Nawet nie zauważyłam, kiedy zniszczyłyśmy ślub biednej Tetydzie. Niestety, mój tytuł był ważniejszy.
Skończyło się na Olimpie, przed Zeusem. On całkiem nie rozumiał, że to ważne. Sprawa życia i honoru.
Naprawdę się wszystkie na niego wkurzyłyśmy, ale nie sądziłam, że będzie na tyle głupi, żeby tak ważną sprawę rozstrzygnąć śmiertelnikiem; kompletnym podrostkiem.
Parys był chłopcem, który pełen był zbędnej pychy. Budził we mnie mieszane uczucia, jeśli nie żadne, ale to on kochać potrafił jak mało kto. Dlatego właśnie w późniejszym czasie uzyskał moje względy.
    Stanął przede mną jak kompletny drętwiak i myślał nad rzeczą oczywistą.
Podeszła do niego Hera i powiedziała mu zwodzące słówka, potem Atena, a ja w tym czasie myślałam, jak go zmusić do wybrania właśnie mnie, mając na uwadze, że pozostałe na pewno posunęły się do nagięcia zasad.
Pomyślałam chwilę i szybko poczułam, że jestem już zwyciężczynią. Do takich spraw trzeba mieć głowę.
Co przewracało wszystko do góry nogami od początku? Zauroczenia, miłość - czyli moja robota. Parys był młody i głupi, wierzył we wszystko. Wystarczyło mu tylko coś zasugerować.
Zachowałam się jak zwykle, wykorzystując wszystko, co sobą reprezentowałam.
 - Jeśli wybierzesz mnie - szepnęłam - dam ci rękę pięknej Heleny.
    Nim padło ostatnie słowo mojej obietnicy, już czułam, że wygrałam. Radowałam się jak młoda nimfa. Przeczucie mnie nie zawiodło, czego nigdy nie czyni.