1.29.2014

The Moments of Sadico 3 "Gorzkie wspomnienia"

Ten One-Shot powstał na prośbę moich koleżanek z grupy "Dzieci Olimpu Polska" <3
______________________________________________________

SADIE
Siedziałam wyprostowana na łóżku w moim pokoju, wpatrując się tępo w kilka zdjęć na mojej komodzie. Robiłam to od przeszło trzech godzin, wciąż przygryzałam dolną wargę zębami, tak, że powinna już boleć, a nawet krwawić. Jednak, nie czułam tego. Moje ciało i umysł był wtedy niczym rozdarte na strzępy, kompletnie nic nie odczuwałam prócz pulsującego bólu głowy i klatki piersiowej. Mój oddech był nierównomierny i chrapliwy, po policzkach płynęły słone łzy. Jedna po drugiej spadały na koszulkę. Nigdy nie lubiłam płakać, teraz niestety nie dało się bez tego obejść.
        Wciąż oglądałam te przeklęte zdjęcia, jedne były nowe, inne stare, z lata, z przed dwoma-trzema laty. Byłam tam ja i inni z Obozu Herosów, ale w większości to ja z moim chłopakiem... Nico. Wciąż wspominałam tamte dni... Te, które na zawsze odchodziły w zapomnienie...
        Był środek lata, razem z Nico siedzieliśmy w małej kafejce. Już nawet nie pamiętam gdzie to było i kiedy dokładnie. 
Jedliśmy lody. W pewnej chwili, pod wpływem impulsu pocałowałam go. Nasze oddechy się przez chwilę mieszały, a potem przerwałam.
  - Smakujesz... czekoladą - powiedział, uśmiechając się i wracają, jakby nigdy nic do swojego loda. 
       Pamiętam, że wtedy jeszcze nie byliśmy parą, więc to jakieś dwa lata temu.
Wciąż wpatrywałam się z otępieniem w zdjęcia. Były jak ucieczka do przeszłości, bo teraźniejszość była straszniejsza, niż cokolwiek innego. Gorsza niż Gaja, straszniejsza niż wizja Apopisa pożerającego słońce.
      Człowiek nie zdąży się życiem nacieszyć życiem, a tu ono się tak szybko kończy. To takie niesprawiedliwe! Nie mogę już o tym nie mówić... Nie, nie mogę...
      Potrząsnął głową. Zauważyłam, że jego skóra zbladła, nawet bardziej niż zwykle, o ile to możliwe. 
  - Nie... mój... czas - powiedział. Jego głos był ledwo słyszalny i chrapliwy. - Wreszcie... zobacz... Biancę. Niestety... Sa... umrzeć... 
Bez myślenia, przycisnęłam moje usta do jego, zapamiętując, jak te usta doprowadzały mnie do roztopu serca. Trzymał moje dłonie w silnym ucisku.
Miałam wrażenie, że jestem dla niego jak kotwica, dzięki której trzyma się tego świata, ale na końcu osłabł, a jego ramię spadło na moje, bezwładne i martwe. Jego pierś przestała się unosić i spadać, a ja czułam jak bierze swój ostatni oddech, umierając w cierpieniach.
Przerwałam pocałunek. Nasz ostatni pocałunek. Patrzyłam na jego pół otwarte oczy, które były czarne, matowe i zamglone. 
       Nigdy nie zrozumiecie mnie, jeśli sami nie zobaczycie jak ktoś dla was ważny, umiera na waszych oczach, a wy nie możecie nic zdziałać... Kompletnie nic i możecie tylko patrzeć na wszystko całkowicie bezsilnie.
Łzy płynęły mi po policzkach, ale nadal uparcie oglądałam te nieszczęsne zdjęcia.
Nieważne, że zadawały tyle bólu. Ważniejsze, że nie pozwalały tak po prostu wszystkiego zapomnieć, wymazać z pamięci kogoś ważnego...
       Gdy podpalili jego całun, łzy zaczęły mi spływać po policzkach. Ja nadal nie zaakceptowałam faktu, że Nico już nie było i nigdy nie będzie. 
Poczułam jak czyjaś ręka spoczęła na moim ramieniu. Blady mężczyzna ubrany w coś, co wyglądało jak cień stanął przede mną.
  - On zawsze mówił o tobie, wiesz - powiedział mi. 
  - Kto, Nico? - Otarłam łzę z policzka. Myślę, że moje oczy były czerwone i spuchnięte od płaczu. Mężczyzna roześmiał się.
  - Kto jeszcze? - Zapytał drwiąco. - W ciągu ostatniego roku, wszystkie jego wycieczki do Podziemia, były zapełnione opowieściami o was dwojgu. Opowiadał każdą historię z takim entuzjazmem i tak wielką miłością, że można go było w błędzie nazwać dzieckiem Afrodyty. On sam powiedział mi, że jesteś jego dziewczyną, Sadie Kane. Że jesteś niekończącym się światłem rozjaśniającym ciemność, jaką jest jego życie. Nawet w Elizjum, nie mógł pomóc, ale chwalił osobę, która naprawdę zmieniła jego życie. Nie był dyskretny, albowiem, powiedział to dosyć głośno - byłam zaskoczona jego słowami.
  - Nico?
  - Oczywiście. Teraz, jeśli mi wybaczysz, mam ci jeszcze do zapożyczenia, dlaczego umarł w tak młodym wieku - przeszedł obok mnie.
  - Czekaj - zawołałam za nim. - Kim jesteś?
Mężczyzna odwrócił się i powiedział z figlarnym przymrużeniem oka:
  - Ojcem. 
Zniknął w cieniu, niczym duch. Po prostu stałam tam w szoku. 
To był Hades? Z tego, co mi opowiadał Nico, spodziewałam się, że będzie mieć rogi czy coś, a on wyglądał jak człowiek, którego mogłabym normalnie spotykać na ulicy. 
        Nie lubię tego wspominać. To zadaje tyle bólu, cierpienia... przepraszam.
        Zauważyłam, że Nico się rumieni. Zastanowiłam się na co patrzy...
Spojrzałam na siebie.
O cholera, miałam na sobie tylko bieliznę i koszulkę!
Pospiesznie chwyciłam pierwszą, lepszą rzecz na moim stoliku nocnym, różdżkę i rzuciłam nią w syna Hadesa.
- Nico, ty zboczeńcu, wynoś się z mojego pokoju! - Różdżką wykonałam kilka prostych linii. Nico obrócił się na pięcie i ruszył do wyjścia. Choć byłam rozproszona tym, co się przed chwilą stało podeszłam do drzwi i sprawdziłam czy nikt nie chce mi znowu złożyć wizyty. Na szczęście tak nie było. Najprawdopodobniej moja twarz była wtedy cała w odcieniu szkarłatu ze wstydu i gniewu.
Ku mojemu zadowoleniu, Nico pobiegł z powrotem do drzwi, ale potknął się o drut który zastawiłam dla Cartera lub innej osoby, która chciałaby wtargnąć do mojego kochanego pokoiku. 
Wiadro pełne kwaśnego mleka spadło mu na głowę, trochę przy tym oblewając mnie. Cofnęłam się przez niemiły zapach nabiału. 
Fuj, to jednak nie był tak dobry pomysł, jak się zdawał.
      To akurat lubię wspominać, ta retrospekcja nie zadawała mi żadnego bólu.
Tamten dzień pamiętam, jakby to wszystko miało miejsce dopiero wczoraj. Aż miałam ochotę wejść na Facebooka i znaleźć zdjęcie moje i Nico na osi czasu Cartera i poczytać te wszystkie komentarze.
Gdy czytałam je po raz pierwszy, nie miałam pojęcia, że kiedyś ja i di Angelo będziemy razem... i byłam szaleńczo wściekła na moich przyjaciół i brata. Życie lubi płatać figle, albo raczej Afrodyta.
      Tak rozmyślając, zamknęłam oczy. Ktoś zza drzwi wołał mnie. Chwilę później usłyszałam kroki, wejście do pokoju otworzyło się z cichym skrzypnięciem.
Stała w nim dziewczyna, Piper, a rękach przymała kubek. Po pokoju natychmiast rozniósł się bardzo aromatyczny zapach napoju. Przysiadła obok mnie i podała naczynie.
  - Proszę, wypij to. Jest dobre na uspokojenie - powiedziała, uśmiechając się do mnie blado. Widząc mój grymas na twarzy i ociekającą krwią wargę, dodała cicho:
  - Ja też za nim tęsknię.
      Tyle, że ona nie rozumiała, jak wielkie on miał dla mnie znaczenie.
EDIT 17.04.2015r. (rok po publikacji)
W krainie zwanej Elizjum, dwoje dzieci Hadesa spotkało się ponownie. Bianca chciała pomóc swojemu bratu w jego cierpieniach, ale on nie chciał ich odtrącić i zapomnieć. Jego serce ścisnęło się, kiedy Sadie odnalazła miłość znów, w innym magu. Tak było lepiej i bezpieczniej - przyjął do siebie to, że miała prawo do dalszego życia z kimś innym. Chciał tylko jej dobra, jako mglista wywłoka nie miał nic, czego mógłby pragnąć bardziej, niż jej.
Sadie dożyła sędziwego wieku, a jej włosy z jasnego karmelu stały się srebrne i jej córka oraz wnuczka przypominały ją pod każdym kątem. Ona nigdy nie zapomniała o chłopcu imieniem Nico di Angelo, który zginął w najbardziej niespodziewany i niesprawiedliwy sposób, wydzierając jej serce z piersi. Ale co by było, gdyby przeżył...?
Ilekroć widziała czarny cień w kącie pokoju, myślała czule o nim. O bohaterze.
I kiedy zamykała oczy po raz ostatni, poprosiła wielkiego Pana Ozyrysa o ostatnie spotkanie. Elizjum nie było Duat, ale Duat to Elizjum. Istniały dwa światy zmarłych, które dzieliła cienka granica. I nagle ona zniknęła. 
Chciała tylko spędzić z nim czas, który zabrano im w świecie śmiertelników.

1.28.2014

The Moments of Sadico 2

Kolejny One-Shot o Sadico D: Tak, nie mam weny do opowiadania :/
_____________________________________________________________

NICO
Byłem tak podekscytowany. Miałem iść z Sadie w tym dniu, bo wcześniej nie mogła.
      Cóż, ale mój kochany kuzyn musiał przypadkowo wylać na mnie koktajl owocowy...
- Percy! Cholera jasna! - Powiedziałem, patrząc na plamę napoju na mojej koszulce. - Mam iść na randkę, a ty tak bezczelnie zniszczyłeś mi koszulę tym cholernym koktajlem!
Percy parsknął.
  - Ty? Na randkę? Nie żartuj, stary - powiedział.
  - Ja wcale nie żartuję! - Odparłem, oburzony.
  - To z kim idziesz? - Spytał mnie, robiąc minę niewiniątka.
  - Sadie Kane - wymamrotałem poirytowany. Popatrzył na mnie z niedowiarzeniem.
  - Nie ma mowy. Nie chodzi mi o to, że cię nie poniżam czy coś, ale ta dziewczyna nie jest w twoim typie, prawda?
  - Ej, potrafię być uroczy, wiesz? - Przeszedłem obok niego i wydąłem wargi.
  - O bogowie, przepraszam to jest po prostu, tak... - spojrzał w dal. - Och, Annabeth mnie woła. Złapię cię później, stary.
        Poklepał mnie po ramieniu i uciekł.
Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Czasami, naprawdę zaczynałem wierzyć, że jego życie w całości było poświęcone rujnowaniu mojego.
        Pobiegłem z z powrotem do mojego domku tak szybko, jak tylko mogłem. Rzuciłem się na drzwi, szybko potrzebowałem nowej koszuli przez Jacksona. Tylko, na moje nieszczęście o te przeklęte drzwi opierała się Clarisse i jak tylko je otworzyłem upadła do tyłu. Bez tego bym nie zauważył córki Aresa. Jak to możliwe...?
        Jej oczy spotkały moje.
  - Och, Clarisse, co ty tu robisz? - Spytałem nonszalancko.
  - Muszę znaleźć partnera do treningu. Wszyscy boją się ze mną walczyć - powiedziała.
  - Co z Percym? - Zasugerowałem, jęcząc cicho. Nie miałem przecież zamiaru się spóźnić!
  - Jest zajęty z Annabeth w swoim domku... - nie trzeba chyba chyba mówić, jakie wtedy miałem skojarzenia. Wzruszyłem ramionami.
  - No cóż, przykro mi, ale mam randkę.
Clarisse przewróciła oczami.
  - Ty? Masz randkę? Nico, rzuć te głupie wymówki. Poważnie, to jest denerwujące - chwyciła mnie za ramię i próbowała zaciągnąć na arenę.
  - Hej! Mówię poważnie, Clarisse! Sadie będzie naprawdę zła, jak się spóźnię! - Protestowałem.
  - Sadie Kane? - Zadrwiła Clarisse. - Och, proszę cię, ona nie jest w twoim typie.
Uniosłem ręce w powietrze.
  - Daj spokój! Dlaczego nikt w tym głupim obozie nie chce mi wierzyć? - Clarisse prychnęła.
  - Bo każdy wie, że jest dziewczyną Percy'ego, idioto.
  - Co?! - Potknąłem się na kamieniu i wylądowałem płasko na ziemi.
  - Nico, skończ ten cyrk...
  - Zaraz, kto tak powiedział? - Zażądałem.
  - Bracia Stoll - poinformowała mnie. - Oni mają też zdjęcia.
Wyjęła z portfela mały obrazek i wręczyła go mi. Patrzyłem na nie w szoku.
        To było zdjęcie Percy'ego i Sadie, całowali się... Potem zwróciłem uwagę na koszulę. Był to zwykły czarny t-shirt, z białym dekoltem.
Sadie dała mi go kiedyś, mówiąc: "wyglądałby na tobie naprawdę uroczo."
Nie miałem serca jej wyrzucić, więc nosiłem ją czasami zamiast tej starej, bo niby dlaczego miałbym wyrzucać dobrą koszulę?
  - Cholerni Stoll'owie - przekląłem pod nosem.
        Zmiąłem obrazek w dłoniach. Oni na bank użyli Photoshopa, by zmienić twarz na Percy'ego i dopasować do niej kolor skóry. Z innego pola widzenia to naprawdę musiała być dobra plotka. To było naprawdę dobre.
  - Hej! - zawołała Clarisse. - Zapłaciłam pięć drachm, aby to dostać!
Klepnąłem dłonią po mojej twarzy.
  - Clarisse, to Photoshop. To tak naprawdę ja i Sadie.
  - Och, proszę cię - odpowiedziała, uśmiechając się złośliwe. - Jesteś po prostu zazdrosny.
  - Nie jestem.
  - Jesteś.
  - Nie jestem!
  - Jesteś!
  - Ej, co wy robicie? - Percy podszedł do nas, niosąc puszkę coli.
        Annabeth stała po jego prawej stronie. Byli roześmiani i najwyraźniej świetnie się bawili. Podałem mu zdjęcie, które dała mi Clarisse.
  - Czy wiesz coś o tym? - Zażądałem. Moja twarz była gorąca z gniewu, na pewno cała w kolorze szkarłatu. Uśmiechnął się do mnie, wziął łyk coli, i znowu spojrzał na zdjęcie.
        Nagle jego oczy rozszerzyły się. Na przemian patrzył to na mnie, to na obrazek. Potem splunął colą na całą moją koszulę. Znowu.
  - Co to, na Zeusa, jest? - Zrobił krok do tyłu i potknął się na kamyku. - Nico, nie mam absurdalnie nic z tym wspólnego.
        Annabeth spojrzała na zdjęcie, potem na swojego chłopaka z niedowierzaniem.
  - Percy, to nie jest dobre, jesteś dwulicowym oszustem! - Krzyknęła i uciekła.
  - Annabeth, czekaj! - Syn Posejdona wstał i pokuśtykał za Annabeth, pewnie skręcił sobie kostkę, gdy upadł. Clarisse przewróciła oczami.
  - Dobrze wiesz, że nie ma co się oszukiwać, Glonomóżdżku. - Patrzyłem na nią z niedowierzaniem.
  - Czekaj, oni naprawdę nie wiedzieli? - Pokręciła głową.
  - Wszyscy w Obozie, ale nie oni. Popytaj - odeszła, całkowicie zapominając o naszej walce.
Nie trzeba chyba dodawać, że było już późno.
Sadie zezłościła się na mnie za to, że kazałem jej tyle czekać. Carter opowiedział mi o tym, jak Sadie się na niego złościła za to, że powiedział, że nie pójdzie mnie szukać.
Próbowałem wytłumaczyć Sadie powód mojego spóźnienia, ale ona mi nie wierzyła.
  - Ale Sadie! To prawda. Słuchaj, nie było to nawet zdjęcie twoje i Percy'ego - powiedziałem.
  - Czekaj, jakie zdjęcie? - Pokazałem jej pomięte zdjęcie od Clarisse, które wziąłem z ziemi po akcji z Percym.  Sadie uderzyła mnie w twarz.
  - Ałła! Za co to? Ja nic nie zrobiłem!
  - Za pozostawienie na mojej psychice blizny na całe życie - wymamrotała, rzucając mi z powrotem zdjęcie.         Carter tylko poklepał mnie po ramieniu.
  - Widzisz, to dziewczyna, tego nie ogarniesz - powiedział, wzdychając teatralnie. - Pogódź się z tym...

______________________________________________________________

Z dedykacją dla wszystkich. Dziękuję wam za te miłe słowa pod ostatnim Shotem :'D

1.25.2014

The Moments of Sadico 1 "To nie tak, jak to wygląda!"

Od dłuższego czasu nie było żadnej notki, dlaczego? Odpowiedz brzmi: BRAK WENY!
Mam dla was tu takiego se One-Shot'a o... Sadico! :D Mało znana para, jednak kochana przeze mnie... ;)
_____________________________________________________________

SADIE

  - Dzień dobry.
     Prawie wyskoczyłam z łóżka. Chodzi mi o to, że kto śmie budzić mnie o szóstej trzydzieści?
Para brązowych oczu patrzyła na mnie. Cała jego twarz była czerwona, a ja zastanawiałam się czy za nim pobiec i go zabić, a potem się nie tłumaczyć się innym. Chciałam nakrzyczeć na niego. Przez niego prawie dostałabym zawału!
Zauważyłam, że Nico się rumieni. Zastanowiłam się na co patrzy...
Spojrzałam na siebie.
     O cholera, miałam na sobie tylko bieliznę i koszulkę!
Pospiesznie chwyciłam pierwszą, lepszą rzecz na moim stoliku nocnym, różdżkę i rzuciłam nią w syna Hadesa.
  - Nico, ty zboczeńcu, wynoś się z mojego pokoju! - Różdżką wykonałam kilka prostych linii. Nico obrócił się na pięcie i ruszył do wyjścia. Choć byłam rozproszona tym, co się przed chwilą stało, podeszłam do drzwi i sprawdziłam czy nikt nie chce mi znowu złożyć wizyty. Na szczęście tak nie było. Najprawdopodobniej moja twarz była wtedy cała w odcieniu szkarłatu ze wstydu i gniewu.
Ku mojemu zadowoleniu, Nico pobiegł z powrotem do drzwi, ale potknął się o drut, który zastawiłam dla Cartera lub innej osoby, która chciałaby wtargnąć do mojego kochanego pokoiku.
      Wiadro pełne kwaśnego mleka spadło mu na głowę, trochę przy tym oblewając mnie. Cofnęłam się przez niemiły zapach nabiału.
Fuj, to jednak nie był tak dobry pomysł, jak się zdawał.
Najwyraźniej Nico nigdy nie widział, ani nie słyszał o kwaśnym mleku, bo po prostu spojrzał na mnie dziwnie.
  - Sadie, jeśli chciałaś mi zrobić kąpiel z mlekiem, to mogłaś...
Nigdy nie skończył tego zdania. Moja różdżka go dogoniła i walnęła mocno w głowę. Potknął się przed moimi drzwiami i upadł na twarz. Po cichu podziękowałam braciom Stoll za nauczenie mnie robienia tak dobrych kawałów.
Nico wydął wargi, co spowodowało u mnie roztop serca. To wyglądało o wiele lepiej, niż jak robił to on, a nie Anubis, o którym starałam się całkowicie zapomnieć. Zdjęłam nawet jego zdjęcie z mojej szafy.
  - Au - mruknął Nico. Podrapał się po głowie, gdzie zaczął się pokazywać paskudny guz. Uśmiechnęłam się do siebie w myślach, ale na zewnątrz nie dałam tego po sobie poznać.
  - Wszystko w porządku? - Spytałam, udając niewiniątko. Posłał mi jedno ze swoich "zabójczych spojrzeń", które dawały całkiem niezły efekt.
  - Właśnie dostałem od jakiegoś patyka. Naprawdę myślisz, że nic mi nie jest... uch, och. - Jego oczy straciły ostrości i zaczął przechylać się do przodu. Złapałam go w ostatniej chwili, bo uderzyłby znowu twarzą o podłogę i byłam naprawdę zaskoczona jak był chudy i lekki.
  - Nico? Nico! Ziemia do Chłopca Śmierci, cześć? - Przyklękłam obok niego. Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Zaczęłam się martwić. A co jeśli przesadziłam? Co jeśli...co jeśli ja go zabiłam?
Szybko jednak odrzuciłam tą myśl. Pomału wpadałam w histerię, a w moich oczach zaczęły gromadzić się łzy, poczułam jak jego ręce chwyciły moje.
  - Cha!
  - Ach! - Krzyknęłam. Nico upadł na podłogę śmiejąc się histerycznie.
  - Twoja mina... O bogowie... Szkoda, że nie mogłem zrobić zdjęcia... hahaha!
Byłam wściekła.
Siedziałam teraz na podłodze, a to wszystko okazało się żartem? Muszę jednak przyznać, że dość udanym.
W chwili, gdy usiadł prosto uderzyłam go górną częścią głowy, w miejsce w które wcześniej uderzyła go moja różdżka.
  - Ałła. Za co to było? - Skarżył się, pocierając miejsce w które ponownie oberwał.
  - To za to, że jesteś zboczonym kretynem! A teraz wynoś się z mojego pokoju, bo pokroję się na kawałki - wtedy wymyśliłam coś lepszego. - Albo powiem innym, że ssiesz kciuka - uśmiechnęłam się złośliwie.
Nico zbladł, a przynajmniej zbladł jeszcze bardziej, niż był blady.
  - Chyba sobie żartujesz...
  - Tak, zrobię to.
Przypuszczam, że muszę wyjaśnić skąd to wszystko.
      Około tydzień temu Percy zaprosił Cartera i mnie do Obozu Herosów, gdzie mieliśmy całkiem przyjemną Bitwę o sztandar. 
Tej nocy wszyscy byliśmy lepcy od potu, obolali i zmęczenie przez zaciekłą rywalizację i Chejron pozwolił mi spędzić noc w domku Nico. Oczywiście, byłam bardzo zadowolona, ale nie miałam pojęcia, że ta noc będzie tak dziwna. W chwili, gdy weszłam, usłyszałam jęki z jednego z łóżek, a po bliższym przyjrzeniu się, zobaczyłam Nico, ale w ten sposób nigdy wcześniej go nie widziałam. 
On ssał kciuk i tulił jedną z tych lalek, które uwielbiały małe dzieci. 
Chciałam się śmiać, ale pomyślałam, że lepiej go nie budzić. Szybko chwyciłam aparat, który wyjęłam z Duat z przyczyn nadzwyczajnych (tak epickiej chwili) i pyknęłam mu około dwudziestu zdjęć, wszystkie pod różnymi kątami. Słyszałam nawet raz jak Nico bełkocze pod nosem piosenkę z ,,Troskliwych Misi". Wreszcie lampa błyskowa zaczęła drażnić mu oczy i chłopak szybko je otworzył.
  - Co... - zaczął. Wyraz jego twarzy złagodniał, gdy zauważył, że to tylko ja. - Och, to ty Sadie. Co ty tu robisz?
  - Och, wiesz, po prostu patrzę jak śpisz - odpowiedziałam, udając obojętną.
  - Patrzysz jak śpię... - powtórzył. Jego oczy nagle się rozszerzyły. Spojrzał na lalkę leżącą obok niego i natychmiast zakrył twarz dłońmi. - To nie tak, jak to wygląda!
  - A jak ma wyglądać, Chłopcze Śmierci? - Zapytałam złośliwie.
  - Uch... - podrapał się po głowie, myśląc nad odpowiedzią. Już nie mogłam wytrzymać. Padłam na podłogę śmiejąc się.
  - Rany, Nico! Nigdy bym nie pomyślała, że... ty... lalki... och, stop, to za dużo!
Łzy ze śmiechu same płynęły mi do oczu. Jego twarz poczerwieniała.
  - Ja... hmm...
  - Nie można zaprzeczyć, że fajnie wyszedłeś - powiedziałam pokazując mu aparat. Rzucił się, żeby zobaczyć, co tam mam i ewentualnie to usunąć, ale ja byłam szybsza i schowałam go natychmiast w Daut.
  - Gdzie jest ten cholerny aparat? - Zażądał. Spojrzałam na niego.
  - Ty klniesz na mnie?
  - Nie! Gdzie jest ten cholerny aparat? - Powtórzył.
  - Poproś mnie ładnie. - Nico zacisnął usta. Ukląkł przede mną, patrząc na mnie oczkami słodkiego szczeniaczka.
  - Proszę Cię, moja piękna Sadie, może mi panienka jaśnie da ten cholerny aparat?
Zamyśliłam się przez chwilę.
  - Nie, zbyt kiepskie - stwierdziłam. - I jeszcze powiedziałeś cholerny - wzniósł ręce w górę.
  - Daj spokój! A w mojej obronie, Troskliwe Misie to naprawdę fajny program!
Objęłam go od tyłu.
  - Cokolwiek, co pozwala spać. Teraz zapytaj mnie ładnie i ci go oddam - szepnęłam mu do ucha radośnie.
  - Proszę, tylko nie mów nikomu - jęknął błagalnie.
  - Nie powiem nikomu - obiecałam.
  - Obietnica Pinky? - Wyciągnął mały palec. Przewróciłam oczami.
  - Obietnica Pinky - splotłam mój mały palec z jego. Uśmiechnął się.
  - Cool.
       Teraz z powrotem do obecnej sytuacji.
  - Obietnica Pinky, pamiętasz? - Jęknął Nico. Przewróciłam oczami.
  - Proszę Cię Nico, zachowujesz się jakbyś miał pięć lat czy coś. Teraz jeśli nie zauważyłeś, mam zdjęcie żeby mieć co wrzucić na Facebooka.
Nico chwycił mnie od tyłu.
  - Nie! - zaczęło robić się gorąco, w końcu nie był miejsca między nami. Zanim zaczęłam się domagać, żeby mnie puścił, w mojej głowie zaświtał pomysł. Jakiś czas temu przy obiedzie był jeden mały wypadek...                 Domyślacie się co się wtedy stało? Nie?
Powiem Wam tylko, że Nico cholernie dobrze całuje. Już wiecie?
  - Proszę cię... nie rób tego - poprosił bez tchu.
  - Pod jednym warunkiem - powiedziałam.
  - Co?
  - Pocałuj mnie jeszcze raz.
  - Z przyjemnością - nie trzeba chyba dodawać, że drugi raz był lepszy od tego pierwszego.
Szkoda, że Carter musiał wejść do mojego pokoju i wszystko tak po prostu popsuć!
  - Sadie, co ty robisz? Nico, puść ją! - Jego głos był histeryczny. Nico wstał nieśmiało i podał mi rękę. Jeśli to możliwe, czerwony jak burak Carter, zrobił się jeszcze bardziej czerwony.
  -Właściwie, co to ma znaczyć? - Zapytał zmieszany. Nico wzruszył ramionami.
  - Całuje. Czy ty jesteś zazdrosny, bo nie możesz całować Zia?
Carter zmrużył oczy i chyba zastanawiał się nad zabiciem Nico na miejscu.
  - Nie, ja tylko chciałem się dowiedzieć dlaczego tak długo cię nie ma, już wiem o co chodzi - i obrócił się w końcu do mnie - i na gacie Ra, Sadie! Mówiłaś, że nie będziesz się z nikim całować! - Spojrzałam na niego pytająco.
  - Nie jesteśmy razem! - Zaprotestowałam, unosząc ręce w górę.
  - W takim razie... gdzie są twoje spodnie?
  - Moje spodnie...- powtórzyłam. Spojrzałam w dół i przypomniałam sobie o tym.
      Nico. Mój pokój. Spanie. Cała moja twarz zrobiła się gorąca.
   - To jest tak, jak wygląda!
  - Owszem. A jak ma dokładnie wyglądać? - Warknął mój brat.
  - Spójrz człowieku, ja tylko przyszedłem zobaczyć co u niej i... - zaczął wyjaśniać Nico.
  - Dobra, poczekaj. Przyszedłeś do jej pokoju?
  - Tak.
  - Sam?
  - Tak.
  - Wcześnie rano?
  - Tak.
  - Byliście tu tylko we dwoje?
  - Tak.
  - A ty się zastanawiasz, dlaczego tak histeryzuje - spojrzał na mnie i uderzył Nico w ramię.
Potem Carter zrobił coś, czego nigdy się po nim nie spodziewałam. Odwrócił się i odszedł od nas.
  - Och, to jest fajne. Nieważne. Sadie, jesteś na tyle dojrzała, by wiedzieć co możesz robić - mruknął, odchodząc.
Patrzyliśmy na niego podejrzliwie, ale nie mogliśmy dojść, co miał na myśli.
  - Dobra... mam zamiar wrócić do mojego pokoju, jeśli nie masz nic przeciwko temu - powiedział Nico, a ja skinęłam głową z zakłopotaniem.

*

Popołudniu weszłam na mojego Facebooka i zauważyłam kilkanaście nowych zdjęć dodanych przez Cartera, oznaczonych ze mną.
     Otworzyłam je i zobaczyłam, że wszyscy byli oznaczeni przez mojego brata. Przyjrzałam się jednemu ze zdjęć i prawie spadłam z krzesła. To było zdjęcie moje i Nico, jak całowaliśmy się rano.
Kiedy leżał na mnie okrakiem na podłodze. Chyba zapomniałam o tym wcześniej wspomnieć...
     Sprawdziłam komentarze i okazało się, że prawie wszystkim półbogom i magom zdjęcie się spodobało. Czytałam komentarze, a oto kilka z nich:
Percy Jackson: Wreszcie Nico! Następny krok? Gratulacje stary! Wzięto cię szybciej niż mnie XD    11:40
Annabeth Chase: Percy, nie zawstydź nas. Aha, i przy okazji, Sadie, dobra robota :D P.S: Dobry był?     11:50
Czytając to, robiłam się coraz bardziej czerwona na twarzy i postanowiłam przeczytać więcej komentarzy, a dopiero potem pójść zabić gołymi rękami Cartera.
Nico di Angelo: Ludzie, my nie uprawialiśmy SEKSU! To tylko zwykłe nieporozumienie. No i Carter, jesteś martwy!     11:55
Uśmiechnęłam się do tego komentarza.
Przynajmniej Nico był dżentelmenem. Zapamiętam to sobie, żeby go później za to wynagrodzić. 
Zia Rashid: Gratulacje! Wreszcie zrobiliście następny krok... zanim się zorientujemy, rodzina Kane się powiększy! :P    12:01 
Jęknęłam przy czytaniu tego komentarza.
Nawet Zia... Kiedy zobaczę Cartera... Oficjalnie może się mnie bać!
Amos Kane: Sadie! Powiedziałaś mi, że ty i Nico nie będziecie... co dzieje się na tym świecie? 12:25
Juliusz Kane/Ozyrys: Sadie, jeśli jesteś, chciałbym się ciebie zapytać: CO TO MA ZNACZYĆ? :(    13:03
Ruby Kane: Bez komentarza. Och, moja mała dziewczynka... tak wyrosła <3   13:20
Hades: Tak Nico! Huk jej ciężko!   14:00
Nico di Angelo: Tato!    14:01
Chejron: Nico, jesteście zbyt młodzi, aby zrobić coś takiego. Szlaban na dwa tygodnie. 
Posejdon: Jesteś moim bratankiem. Wreszcie wydaje mi się, że szczęście Percy'ego do dziewcząt spadło na cieniem. To znaczy, że widziałem go (mojego syna) w zeszłym tygodniu z Rachel...    14:49
Percy Jackson: Tato!        14:49
Annabeth Chase: Percy!     14:49
Percy Jackson: To był po prostu spacer! Przyjacielski spacer! Przysięgam! (Proszę, nie zabijajcie mnie.)    14:52
Każda cząsteczka mojego ciała podpowiadała mi, abym nie czytała dalej. O bogowie, to było zbyt kłopotliwe. Ale zważywszy, że przez mój gniew nie czułam praktycznie nic, postanowiłam czytać dalej...
Artemida: Ojej, straciłam kolejną dziewicę.    15:02
Afrodyta: Nico, pracy Nico. Wiedziałam, że jesteście sobie przeznaczeni ^^ Następnym razem zaproście mnie do siebie ;)    15:25
Ares: Tak, i mnie!    15:26
Nico di Angelo: Ludzie, w ostatnim czasie ja i Sadie nie uprawialiśmy seksu! -.-    15:28
Percy Jackson: Nigdy nie powiedziałeś, że w ogóle nie.  15:29
Nico di Angelo: O.o    15:30
Horus: Ha! Odmowa oznacza, że tak naprawdę było! Brawo di Angelo! Wreszcie stałeś się mężczyzną :3    3:33
Nico di Angelo: HEJ!   15:34
Bast: Mój biedny kotek wyrósł... i robi to z tym chłopakiem...    15:35
Czułam się, jakbym mogła dostać ataku serca w każdej chwili. Później widziałam imię kogoś, kto był ostatnią osobą, którą chciałam zobaczyć w tamtej chwili.
Anubis: Nie, Sadie, dlaczego?! A co najgorsze, dlaczego z nim? ;___;    15:47
Horus: Oochh, Anubiś jest zazdrosny?   15:4
Anubis: Nie jestem! -_-   14:49
Horus: Ooo   15:50
Nico di Angelo: TT, Anubis!    15:52
Anubis: Zanim cię zabiję, co TT?    15:53
Nico di Angelo: Twoja twarz!    15:53
Anubis: To jest to! Czekaj, czy ty naprawdę mówisz, że wy nie uprawialiście seksu?    15:55
Nico di Angelo: Uch...    15:57
Jęknęłam. Dlaczego Nico przerwał w takiej chwili?
Percy Jacksonn: Wiedziałem!    16:00
Amos Kane: NIE! Sadie, jeśli to czytasz, to chodź tu, TERAZ!  16:00
Ruby Kane: Dorośnij w końcu... i zrób to...    16:00
Hours: Tak! 16:01
Hades: Chodź, mój synu!    16:03
Annabeth Chase: Sadie, wreszcie!    16:04
Artemida: O nie...    16:04
Afrodyta: I nie zapomnij zaprosić mnie następnym razem! :*    16:04
Ares: I mnie!   16:04
Tak jak miałam zrobić na początku, chciałam natychmiast pójść szukać Cartera, by ukręcić mu kark, ale pojawił się kolejny komentarz:
Carter Kane: Ludzie, dziękuję za wsparcie dla mojej siostry. To znaczy, ich jęki było słychać nawet przez drzwi. To wszystko pozostawiło na mojej psychice trwałe blizny ;(   16:05
Nie mogłam tego znieść, usiadłam z powrotem na krzesło i skomentowałam te głupie zdjęcie tak szybko, że mój laptop prawie się zepsuł.
Sadie Kane: Carter, jesteś martwy! A dla reszty: Nico i ja nie mieliśmy SEKS!   16:05
Tak, teraz już spokojnie mogłam iść ukręcić kark mojemu bratu.

_____________________________________________________________
One-Shot jest prawie 3 razy dłuższy od rozdziałów ;-; Myślę, że podobał się. Na początku miał się nazywać "Carter to zło wcielone", ale potem z tego zrezygnowałam xd Prosiłabym o komentarze ;)