1.28.2014

The Moments of Sadico 2

Kolejny One-Shot o Sadico D: Tak, nie mam weny do opowiadania :/
_____________________________________________________________

NICO
Byłem tak podekscytowany. Miałem iść z Sadie w tym dniu, bo wcześniej nie mogła.
      Cóż, ale mój kochany kuzyn musiał przypadkowo wylać na mnie koktajl owocowy...
- Percy! Cholera jasna! - Powiedziałem, patrząc na plamę napoju na mojej koszulce. - Mam iść na randkę, a ty tak bezczelnie zniszczyłeś mi koszulę tym cholernym koktajlem!
Percy parsknął.
  - Ty? Na randkę? Nie żartuj, stary - powiedział.
  - Ja wcale nie żartuję! - Odparłem, oburzony.
  - To z kim idziesz? - Spytał mnie, robiąc minę niewiniątka.
  - Sadie Kane - wymamrotałem poirytowany. Popatrzył na mnie z niedowiarzeniem.
  - Nie ma mowy. Nie chodzi mi o to, że cię nie poniżam czy coś, ale ta dziewczyna nie jest w twoim typie, prawda?
  - Ej, potrafię być uroczy, wiesz? - Przeszedłem obok niego i wydąłem wargi.
  - O bogowie, przepraszam to jest po prostu, tak... - spojrzał w dal. - Och, Annabeth mnie woła. Złapię cię później, stary.
        Poklepał mnie po ramieniu i uciekł.
Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Czasami, naprawdę zaczynałem wierzyć, że jego życie w całości było poświęcone rujnowaniu mojego.
        Pobiegłem z z powrotem do mojego domku tak szybko, jak tylko mogłem. Rzuciłem się na drzwi, szybko potrzebowałem nowej koszuli przez Jacksona. Tylko, na moje nieszczęście o te przeklęte drzwi opierała się Clarisse i jak tylko je otworzyłem upadła do tyłu. Bez tego bym nie zauważył córki Aresa. Jak to możliwe...?
        Jej oczy spotkały moje.
  - Och, Clarisse, co ty tu robisz? - Spytałem nonszalancko.
  - Muszę znaleźć partnera do treningu. Wszyscy boją się ze mną walczyć - powiedziała.
  - Co z Percym? - Zasugerowałem, jęcząc cicho. Nie miałem przecież zamiaru się spóźnić!
  - Jest zajęty z Annabeth w swoim domku... - nie trzeba chyba chyba mówić, jakie wtedy miałem skojarzenia. Wzruszyłem ramionami.
  - No cóż, przykro mi, ale mam randkę.
Clarisse przewróciła oczami.
  - Ty? Masz randkę? Nico, rzuć te głupie wymówki. Poważnie, to jest denerwujące - chwyciła mnie za ramię i próbowała zaciągnąć na arenę.
  - Hej! Mówię poważnie, Clarisse! Sadie będzie naprawdę zła, jak się spóźnię! - Protestowałem.
  - Sadie Kane? - Zadrwiła Clarisse. - Och, proszę cię, ona nie jest w twoim typie.
Uniosłem ręce w powietrze.
  - Daj spokój! Dlaczego nikt w tym głupim obozie nie chce mi wierzyć? - Clarisse prychnęła.
  - Bo każdy wie, że jest dziewczyną Percy'ego, idioto.
  - Co?! - Potknąłem się na kamieniu i wylądowałem płasko na ziemi.
  - Nico, skończ ten cyrk...
  - Zaraz, kto tak powiedział? - Zażądałem.
  - Bracia Stoll - poinformowała mnie. - Oni mają też zdjęcia.
Wyjęła z portfela mały obrazek i wręczyła go mi. Patrzyłem na nie w szoku.
        To było zdjęcie Percy'ego i Sadie, całowali się... Potem zwróciłem uwagę na koszulę. Był to zwykły czarny t-shirt, z białym dekoltem.
Sadie dała mi go kiedyś, mówiąc: "wyglądałby na tobie naprawdę uroczo."
Nie miałem serca jej wyrzucić, więc nosiłem ją czasami zamiast tej starej, bo niby dlaczego miałbym wyrzucać dobrą koszulę?
  - Cholerni Stoll'owie - przekląłem pod nosem.
        Zmiąłem obrazek w dłoniach. Oni na bank użyli Photoshopa, by zmienić twarz na Percy'ego i dopasować do niej kolor skóry. Z innego pola widzenia to naprawdę musiała być dobra plotka. To było naprawdę dobre.
  - Hej! - zawołała Clarisse. - Zapłaciłam pięć drachm, aby to dostać!
Klepnąłem dłonią po mojej twarzy.
  - Clarisse, to Photoshop. To tak naprawdę ja i Sadie.
  - Och, proszę cię - odpowiedziała, uśmiechając się złośliwe. - Jesteś po prostu zazdrosny.
  - Nie jestem.
  - Jesteś.
  - Nie jestem!
  - Jesteś!
  - Ej, co wy robicie? - Percy podszedł do nas, niosąc puszkę coli.
        Annabeth stała po jego prawej stronie. Byli roześmiani i najwyraźniej świetnie się bawili. Podałem mu zdjęcie, które dała mi Clarisse.
  - Czy wiesz coś o tym? - Zażądałem. Moja twarz była gorąca z gniewu, na pewno cała w kolorze szkarłatu. Uśmiechnął się do mnie, wziął łyk coli, i znowu spojrzał na zdjęcie.
        Nagle jego oczy rozszerzyły się. Na przemian patrzył to na mnie, to na obrazek. Potem splunął colą na całą moją koszulę. Znowu.
  - Co to, na Zeusa, jest? - Zrobił krok do tyłu i potknął się na kamyku. - Nico, nie mam absurdalnie nic z tym wspólnego.
        Annabeth spojrzała na zdjęcie, potem na swojego chłopaka z niedowierzaniem.
  - Percy, to nie jest dobre, jesteś dwulicowym oszustem! - Krzyknęła i uciekła.
  - Annabeth, czekaj! - Syn Posejdona wstał i pokuśtykał za Annabeth, pewnie skręcił sobie kostkę, gdy upadł. Clarisse przewróciła oczami.
  - Dobrze wiesz, że nie ma co się oszukiwać, Glonomóżdżku. - Patrzyłem na nią z niedowierzaniem.
  - Czekaj, oni naprawdę nie wiedzieli? - Pokręciła głową.
  - Wszyscy w Obozie, ale nie oni. Popytaj - odeszła, całkowicie zapominając o naszej walce.
Nie trzeba chyba dodawać, że było już późno.
Sadie zezłościła się na mnie za to, że kazałem jej tyle czekać. Carter opowiedział mi o tym, jak Sadie się na niego złościła za to, że powiedział, że nie pójdzie mnie szukać.
Próbowałem wytłumaczyć Sadie powód mojego spóźnienia, ale ona mi nie wierzyła.
  - Ale Sadie! To prawda. Słuchaj, nie było to nawet zdjęcie twoje i Percy'ego - powiedziałem.
  - Czekaj, jakie zdjęcie? - Pokazałem jej pomięte zdjęcie od Clarisse, które wziąłem z ziemi po akcji z Percym.  Sadie uderzyła mnie w twarz.
  - Ałła! Za co to? Ja nic nie zrobiłem!
  - Za pozostawienie na mojej psychice blizny na całe życie - wymamrotała, rzucając mi z powrotem zdjęcie.         Carter tylko poklepał mnie po ramieniu.
  - Widzisz, to dziewczyna, tego nie ogarniesz - powiedział, wzdychając teatralnie. - Pogódź się z tym...

______________________________________________________________

Z dedykacją dla wszystkich. Dziękuję wam za te miłe słowa pod ostatnim Shotem :'D

3 komentarze:

  1. Świetny <3 <3 <3 Kocham :* Czekam oczywiście na więcej !!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie piszesz, czekam na więcej ;)
    Zapraszam do mnie http://oboz-herosow-dom-hadesa.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń

No wiesz... skoro już tu zajrzałeś/aś, to zostaw po sobie jakiś ślad, żeby Pani O'Leary mogła ci oddać tarczę albo coś.
Pamiętaj: Każdy komentarz karmi weną.