7.22.2015

Na próżno

Raz na jakiś czas muszę coś tutaj wstawiać, więc... łapcie coś o Narcyzie. 

Narcyz był synem błękitnej nimfy, którą razu pewnego bóg rzeczny, Kefizos, otoczył zwojami swoich strumieniami i uwiódł.
Wieszczek Tejrezjasz powiedział: "Narcyz będzie żył długo pod warunkiem, że nigdy się nie zobaczy."
Lata mijały, chłopak rósł jak na drożdżach. Nie było nic dziwnego w tym, że każdy był wstanie zakochać się w Narcyzie, który, już w dzieciństwie, odznaczał się niezwykłą urodą, a był z niej tak dumny, że kiedy miał już lat szesnaście, jego droga była usłana złamanymi sercami kochanków obu płci, których względy bezwstydnie odrzucił.
   Kochała się w nim między innymi nimfa Echo, która straciła swój własny głos i mogła wtedy tylko głupio powtarzać okrzyki innych. To była kara za to, że zabawiała Herę opowieściami przez długie godziny, kiedy w tym czasie nimfy górskie, kochanki Zeusa, z dala od zazdrosnych oczu korzystały z wolności.
W pewien ładny, wiosenny dzień Narcyz wybrał się do lasu zastawiać sidła na jelenie, a Echo szła za nim przez bezdrożny las, marząc o tym, by móc się do niego przemówić, ale nie mogła odezwać się jako pierwsza. Młodzieniec po odkryciu, że zgubił w chaszczach swoich towarzyszy, zawołał:
 - Hej!
 - Hej! - odpowiedziała Echo zdumionemu chłopakowi, który nie widział obok siebie nikogo.
 - Chodź tu!
 - Chodź tu!
 - Dlaczego kryjesz się przede mną?
 - Dlaczego kryjesz się przede mną?
 - Spotkajmy się!
 - Spotkajmy się! - powtórzyła nimfa i uradowana wyskoczyła ze swojej kryjówki, rzucając się Narcyzowi na szyję. On jednak brutalnie ją odtrącił.
 - Umrę, zanim ciebie pokocham! - krzyknął.
 - Kocham! - jęknęła żałośnie Echo.
Ale Narcyz już zdążył zniknąć, a ona spędziła resztę życia w samotnych, opuszczonych wąwozach, ginąc z miłości i smutku, aż w końcu pozostał po niej tylko głos.
   Pewnego dnia Narcyz posłał miecz najbardziej uporczywemu zalotnikowi, Amejniosowi. Chłopak przebił się tym mieczem na progu domu Narcyza, wzywając bogów, żeby go pomścili.
   Usłyszała tą prośbę Artemida i sprawiła, że Narcyz zakochał się, ale nie mógł zaznać tej miłości.
Napotkał więc kiedyś na swojej drodze jezioro czyste jak srebro, którego wody którego wody nigdy jeszcze nie zmąciło ani ptaki, ani bydło, ani dzikie zwierzęta. Ani nawet gałązki spadające z drzew, które je otaczały. Padł zmęczony na trawę i pochylił się, by zaspokoić pragnienie, kiedy zakochał się we własnym odbiciu.
Początkowo próbował objąć i pocałować pięknego chłopca patrzącego ku niemu z wody, ale wtedy rozpoznał w nim siebie. Odtąd przez długie godziny leżał, wpatrując się w gładką taflę wody.
Jak długo mógł wytrzymać stan w którym się znajdował, posiadał, ale jednak posiąść nie mógł? Żal go trawił, a jednak te cierpienia sprawiały mu przyjemność. Wiedział bowiem, że jego drugie ,,ja", cokolwiek by się nie wydarzyło, pozostałoby mu wierne na zawsze.
   Echo nie wybaczyła co prawda Narcyzowi, ale razem się z nim smuciła i powtarzała ze współczuciem: ,,Niestety! Niestety!", kiedy wbijał sobie sztylet w pierś, i powtórzyła za nim jego ostatnie słowa: ,,Żegnaj, młodzieńcze, na próżno ukochany!".
Krew wsiąkła w ziemię i w tym miejscu wyrosły kwiaty, zwane później narcyzami. Białe, z czerwoną koroną, z których obecnie wytwarza się balsam kojący.

7.04.2015

Inna, a ta sama

Witajcie, amigos! Jestem, już jestem. A jeśli jesteście i wy - skomentujcie.
___________________________

Piper rozejrzała się po domku, oglądając ubrania ułożone według kolorów i starannie pościelone łóżka. Wszystko było w porządku, a jednak w chaosie. Jej myśli błądziły od śladu szminki na lusterku Georgii, po epickie mistrzostwa, po wszechświat, który toczył się za wolno, a jednak byt szybko, by zastanawiać się nad każdym krokiem.
Lacy siedziała na swoim łóżku, odwrócona do siostry plecami, cicha jak mysz polna. Zazwyczaj energiczna dziewczyna, gasła w oczach. Piper bolało coś od środka, nad czym nie potrafiła zapanować.
Zrobiła krok w stronę siostry, której spokoju nie zakłócił nawet charakterystyczny odgłos dżinsu ocierającego się o dżins; wręcz przeciwnie, schyliła się jeszcze bardziej.
 - Hej, Lacy... - Głos Piper był cichy. Lacy podniosła głowę, a wtedy grupowa zauważyła ślady łez na policzkach, których nie zdążyła ukryć.
 - Nie jesteś nią! Nigdy nie będziesz... - krzyknęła i wybiegła, a niewypowiedziane imię zawisła na długo w powietrzu.
Nie będziesz Sileną.
Jej siostra pragnęła jej powiedzieć, że nigdy nie będzie nią i nie będzie wymagać, by kochała ją tak samo.
Nie, to kłamstwo nie chciało przejść jej przez usta.
Bądź sobą, a będziesz mną - cichy głos przyprawiał ją o mdłości. Była zazdrosna, tak zazdrosna, że wmawiała sobie, że kiedyś będzie taka sama; ale ona była inna.
     Leo wyciągnął karteczkę spod łóżka Beckendorfa.
"Powiedz jej, że będzie mną." Zdenerwowany chłopiec zgniótł ją w kulkę i rzucił w kąt pokoju.
Gdzie się podział ten klucz... Reina znów zrobiła mu porządek taki, że był łudząco podobny do bałaganu.
Miał gdzieś słodkie wyznania miłości umarlaków, wystarczy, że widział nieszczęścia żywych. Takie drobiazgi po nieznajomym bracie nic mu nie mówiły. Wszyscy wspominali go tak promiennie, jakby wcale nie umarł i jego dziewczyna też. Chciał być jednym z tych, którzy by go żałowali. Ale on był znajomy; czuł jego zapach w swoim pokoju, jakby go dzielili między sobą - jednocześnie sprawiał wrażenie odległej zmarłej sławy, o których śmierci słychać w radiu, ale go nie znamy.
     Jason zastygł w bezruchu. Piper zacisnęła mu ręce na szyi i zdrętwiał.
Powiedz jej, że jest mną.
 - Jesteś nią - mruknął machinalnie. To głupie, że powtarzał przesłyszenia.
Dziewczyna pocałowała go. Czuł jej słone łzy na chłodnym policzku.
 - Nie.